Home » Australia » Zdjęcia z podróży – Mollymook

Zdjęcia z podróży – Mollymook

Tak, wiem. Minęło bardzo dużo czasu od mojego ostatniego wpisu. Tłumaczyć się nie będę, bo nie o to tutaj chodzi.
Powiem jedynie krótko: cierpię na straszny deficyt wolnego czasu.

Jak się pewnie domyślacie, w Sydney jest zima – chociaż to nazewnictwo dalej mi nie pasuje… Tutejsza zima to jak polska wiosna czy też jak kto woli kołobrzeskie lato ;) Tak czy inaczej, kilka ostatnich „zimowych” wieczorów spędziłem na zgrywaniu, obrabianiu i selekcjonowaniu zdjęć z całego minionego lata (październik-kwiecień).
Pomyślicie pewnie, że co tu obrabiać czy selekcjonować?
No cóż, tak się składa, że tym razem ilość zdjęć jest dość pokaźna jak na fotografa-amatora – 2611 zdjęć…
Od razu uprzedzam – nie udało mi się jeszcze przejść przez nie wszystkie, ale przygotowałem już kilka pierwszych „porcji”.
Dobra kończę ten „krótki wstęp”, bo jestem pewien że ktokolwiek to czyta już przebiera nóżkami z niecierpliwości :)

Na pierwszy ogień idzie Mollymook [link do wiki dla zainteresowanych]. Jest to mała mieścina około 230 km na południe od Sydney. Nasi znajomi mają tam domek letniskowy i zaprosili nas na weekend nic-nie-robienia. Plan był prosty – 2 i pół dnia, plaża, wino, jeszcze więcej wina i standardowy australijski „barbie” czyli po prostu grill.
Plaża?
Ech… Bajka!
Po prostu spójrzcie na dwa pierwsze zdjęcia…

Po powrocie z plaży, wróciliśmy do domu by zacząć przygotowywać kolację. Jak zwykle my, faceci zajęliśmy się najważniejszym – czyli piciem piwa … znaczy się doglądaniem grilla!
Jak to przy piwie, zaczęliśmy rozmawiać o różnych pierdołach aż wreszcie od słowa do słowa, powiedziałem że jeszcze nie widzieliśmy na żywo kangurów, bo marzy nam się zobaczyć je na wolności a nie zamknięte gdzieś w klatce w zoo. Steve (nasz znajomy) niemal zakrztusił się piwem, odstawił szybko butelkę i wyrzucił z siebie tylko „Naprawdę?! … Oi! Jedziemy szukać kangurów!”
2 minuty później wszyscy siedzieli już w samochodzie jadąc wyboistą drogą na okoliczne boisko rugby.
Miejscówka wybrana nie przypadkowo – ponoć często przed zmrokiem kangury przychodzą tam by pojeść trochę trawy.
Kolejne 5 minut później nasze marzenie było już spełnione… ;)

 

Udało mi się w pośpiechu nagrać kilka ujęć filmu, ale mistrzem kamery to ja niestety nie jestem…
Plus jest taki, że na początku filmu usłyszycie Steve’a (Australijczyka z krwi i kości) tłumaczącego kwestię samca alfa w stadzie kangurów ;)

 

Weekend skończył się niestety bardzo szybko i trzeba było wracać do domu. W drodze powrotnej postanowiliśmy trochę zboczyć z głównej trasy i … była to doskonała decyzja! Dzięki temu udało nam się zobaczyć kilka naprawdę pięknych miejsc i zobaczyć pelikany z bliska :)

 

Kolejna porcja zdjęć już wkrótce.
Stay tuned! ;)

Check Also

Bileciki do kontroli!

Strasznie nie lubię przepłacać. Jeśli wiem, że warto to wydam od czasu do czasu więcej …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *