Home » Blah Blah » Ufam lekarzowi. Lekarz mi pomoże.

Ufam lekarzowi. Lekarz mi pomoże.

Zachorowałem pierwszy raz od ponad roku.
Idę do lekarza. Chociaż słowo „idę” jest lekką przesadą, bo najpierw pół godziny przesuwałem się w kolejce, a potem czekałem godzinę na wizytę.
Ignoruję walki babć na laski o miejsce w kolejce, smród i syf na poczekalni oraz wszechobecne pieprzenie na temat tego co kogo boli.
Jest wcześnie, jestem śpiący, staram się zachować spokój.
Warto. Lekarz mi pomoże.

– Dzień dobry, problem z nosem, objawy to: xxx.
– Nie jestem laryngologiem, no ale niech pan sobie wykupi te leki, może pomogą. No i rutinoscorbin obowiązkowo, jak zwykle i na wszystko.
– (Ufam lekarzowi!) Dziękuję, do widzenia.

Recepta w łapie, idę do apteki.
Dostaję dwa leki… i rutinoscorbin! Przy czym pierwszy to ostatnie opakowanie, bo lek został wycofany z produkcji… (Pierwsze oznaki zaniepokojenia… Ale ufam lekarzowi!)
Płacę 54 zł. ILE?! Dobra. Chuj. Ufam lekarzowi.
Wracam do domu. Czytam ulotkę pierwszego (droższego).
„Stosować tylko na skórę (…) Nie stosować na skórę twarzy (…) Nie wdychać substancji”. (Pierwsze oznaki wnerwienia… Ale ufam lekarzowi! Przynajmniej mam jeszcze drugi lek…)
Czytam ulotkę drugiego.
„Nie stosować przy objawach xxx”

Takie akcje tylko utwierdzają mnie w przekonaniu, że jak się leczyć to prywatnie. Bo nic tak nie motywuje lekarzy jak widok Kazimierza Wielkiego.

A dzisiaj pozostaje mi wpieprzyć całą paczkę rutinoscorbinu, no bo przecież nic innego nie mam…

 

( Photo credit: DigiTaL~NomAd )

Check Also

Dlaczego telewizja jest do dupy

Już jako „coś-tam-myślący” nastolatek zdawałem sobie sprawę z tego, że większość ogólnodostępnych kanałów w telewizji …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *