Home » Blah Blah » O wszystkim i o niczym

O wszystkim i o niczym

Wybaczcie mi ten banalny tytuł wpisu, ale poważnie lepiej się tego ująć nie da.
Gdy dostałem wizę do Australii, mój plan na prowadzenie bloga wydawał się bardzo prosty i oczywisty.
Przyjadę na miejsce, zadomowię się.
Na bieżąco będę wrzucać notki treningowe, a w wolnej chwili będę opisywać jak wygląda życie w Australii.
Notek treningowych nie zamierzałem i nie zamierzam póki co rozbudowywać.
Nie jestem trenerem, ani też profesjonalnym sportowcem. Jestem jedynie bardzo zajaranym, wiecznym amatorem.
Nie zamierzam tego utrudniać i udawać, że pozjadałem wszystkie rozumy świata.
Co do opisywania życia w Australii… „No wrzucę opis tego, tamtego…”
Chyba nie muszę mówić jak mi to wyszło?

Treningi po przyjeździe poszły w odstawkę, bo od rana do wieczora szukałem mieszkania i pracy.
A trzeba jeszcze coś zjeść.
Żeby jeść, trzeba mieć co.
A ciężko jest zrobić SZYBKIE zakupy, gdy w sklepie nie możesz znaleźć suchej krakowskiej, a zwykłe ogórki konserwowe są oznaczone jako „European Style”, bo te „ich zwykłe” są słodko-kwaśne… WTF?!
Opisywanie życia w Australii? Co miałem opisywać? Sam byłem na etapie czytania opisów innych, żeby szybciej się zaaklimatyzować.
Zresztą… Nie miałem dostępu do Internetu!
Rewelka.
Liczba wejść na bloga zaczęła nieubłaganie spadać.
Pogodziłem się z tym. No trudno.

Jest mieszkanie. Super!
Szukam pracy, a w wolnych chwilach zwiedzam Sydney, bo wszyscy mnie straszą (zresztą słusznie), że jak będę mieć pracę, to nie będę mieć czasu na zwiedzanie…

Coś się rusza z pracą. Extra. To może wrócę do treningów?
Nie chcę za bardzo przynudzać, ale zrobiłem kilka WODów. Połowę z nich kończyłem z językiem na plecach z powodu najzwyklejszego w świecie spadku formy, a druga połowa rozważaniem wezwania karetki, bo tak bardzo nie doceniłem tutejszego klimatu.
Decyzja: Pomacham w domu trochę pompek, brzuszków, przysiadów, a jak dostanę pracę znajdę porządnego boxa CrossFitowego w centrum miasta.
Nadal zwiedzam i szukam pracy.

Jest! Dostałem świetną pracę!
I co?
I gówno.
Stało się. Ilość wolnego czasu poza weekendami jest bliska zeru.
No dobra, to chociaż się poruszam trochę…
Znalazłem świetny box CF w samym centrum, 10 minut od mojej pracy, przystępna (jak na lokalizację) cena.
Postanowiłem rozruszać się dwa dni w domu, żeby nie spalić się na pierwszym treningu.
Na pierwszy ogień poszła okrojona wersja comiesięcznego testu by Grzegorz Kozłowski :D – 5min AMRAP każdego ćwiczenia: Push Up, Squat, Sit Up.
Odpuszczam Burpees. Jest późno, a nie chcę wnerwiać sąsiadów.
Przynajmniej mam jakąś wymówkę na swoje lenistwo…
Pach, pach, pach. Zrobione.
Zadowolony z BARDZO przyzwoitych wyników, zaczynam czuć narastający ból w nadgarstku…
Ból nie ustępuje.
Przez kolejne 10 dni.
Załamka.
W momencie kiedy wmawiam sobie, że będzie dobrze, bo przecież gorzej już chyba być nie może… Okazuje się, że chyba jednak może.
„Jak nie urok, to sraczka.”
Witam się z infekcją gardła i antybiotykiem…

Nie piszę tego w celu usprawiedliwienia mojej nieobecności.
Wręcz na odwrót.
Sam jestem z tego powodu niezadowolony i obiecuję poprawę… W miarę możliwości :)

Ilość wolnego czasu powoli wraca do „normalności”.
Za tydzień jadę na CrossFit Games Australia Regionals, co mam nadzieję zmotywuje mnie do tego, że jak się wykuruję to w końcu NAPRAWDĘ wrócę do regularnych treningów.

Tymczasem zajadam się ogórkami.
Nie, nie „Europejskimi”, a „Polskimi”!
Przynajmniej z nazwy.
Chociaż ani nie są polskie, ani nie smakują jak ogórki konserwowe…

Check Also

Ufam lekarzowi. Lekarz mi pomoże.

Zachorowałem pierwszy raz od ponad roku.

2 komentarze

  1. Jak możesz to pochwal się, jaką pracę dostałeś. :D

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *