Home » Australia » Podróż i pierwsze dni w Sydney

Podróż i pierwsze dni w Sydney

Zacznę może od krótkiego opisu samej podróży. Poszczęściło mi się przy zakupie biletu lotniczego. Lot liniami Emirates z 1 przesiadką kosztował jedynie 200 zł więcej od najtańszej opcji z 2 przesiadkami. Teraz mogę z przekonaniem powiedzieć, że było warto.

Leciałem z Warszawy do Sydney, przez Dubaj. Na pierwszym odcinku było bardzo mało pasażerów. Mnóstwo miejsc było wolnych, między innymi miejsce obok mnie. Przez cały lot stewardesy proponowały coś do picia, a jakość i ilość podanego jedzenia wprawiła mnie w osłupienie. Może się nie obżarłem, ale zdecydowanie byłem syty.
Na każdym siedzeniu leżał kocyk, poduszka, słuchawki – standard. Na drugim odcinku do zestawu tego doszedł jeszcze mały pokrowiec ze szczoteczką, pastą do zębów, opaską na oczy i … dziwacznymi skarpetami. (Zgaduję, że pewnie jakieś specjalne bez uciskowe??) Dla mnie, wieśniaka z Polski latającego jedynie na zmianę liniami Wizz Air i Ryan Air, był to prawdziwy szok :)
W Dubaju miałem około 3 godzin czasu dla siebie. Szarpnąłem się na kanapkę i najgorszą kawę w moim życiu. Wyobraźcie sobie espresso, pół kubka wrzątku i uzupełnione mlekiem. Niby nic? Americana z mlekiem? Ta… Ale ten kubek miał chyba pół litra. Zresztą nieważne. Może się niepotrzebnie czepiam…
Poczytałem sobie książkę, posłuchałem muzyki, pozwiedzałem lotnisko, które swoją drogą naprawdę robi wrażenie. Zanim się obejrzałem, już wchodziłem na pokład kolejnego samolotu.
Nie chcę się na ten temat rozpisywać, dlatego powiem krótko. Niezależnie od tego ile jedzenia i whisky dostaniesz, 14 godzin w samolocie to PIEKŁO!

Na pierwszy tydzień zarezerwowałem sobie pokój na Airbnb. Będąc w Dubaju dostałem wiadomość od właściciela, że mój pokój jest jeszcze zajęty i czy miałbym coś przeciwko temu żeby zatrzymać się na pierwszą noc w innym. W ramach zadośćuczynienia zaoferował mi darmowy transfer z lotniska i „basic breakfast”. Hell yeah! Zawsze parę dolarów do przodu!
A co do „basic breakfast”… Nie zrozumcie mnie źle, bardzo się cieszę, że go w ogóle dostałem, nie musiałem z samego rana biegać w poszukiwaniu sklepu. Jednak mimo wszystko bardzo mnie rozbawił widok kartonu mleka, opakowania płatków, ciastek i tabliczki czekolady :)
Pomyślałem sobie, że jeśli tak wygląda ich śniadanie, to będzie ciekawie…

Warunki były znośne.
Dodatkowo miałem pokój z widokiem na basen!

Aczkolwiek karaluchy biegające po kuchni skutecznie zniechęciły mnie do gotowania.
Kilka dni na płatkach i mrożonkach jeszcze nikogo nie zabiło…
Nie był to jednak największy problem. Okazało się bowiem, że dostęp do Internetu będzie dopiero we wtorek. We wtorek okazało się, że dopiero w czwartek. A w czwartek … przestało mnie to obchodzić, bo na szczęście znalazłem już mieszkania na stałe.
Niestety również bez Internetu. Dlatego też pozostało mi korzystać z sieci w bibliotece i za pomocą telefonu komórkowego.

Jakie są moje pierwsze wrażenia po przyjeździe do Australii?
Jak najbardziej pozytywne. Póki co wszystko wygląda dokładnie tak jak się tego spodziewałem.
Mimo, że lato się tu już kończy to pogoda mnie ostro wykańcza. Aż boję się pomyśleć co to będzie w grudniu i styczniu przyszłego roku, kiedy temperatura skoczy do 40 stopni.
Póki co wszystko się dobrze układa i oby tak było dalej ;)

Check Also

Gołębio-papugo-dzięcioł

Pierwszy i mam nadzieję ostatni film nagrywany „w pionie”…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *