Home » Australia » O emigracji słów kilka

O emigracji słów kilka

Blog nie umarł. Tak jak i ja. Organizacja wyjazdu do Australii zajmuje mi tyle czasu, że nie mam czasu i głowy do tego by cokolwiek napisać. Mam nadzieję, że wkrótce się to zmieni. A co do samego wyjazdu… Pomyślałem, że przydałoby się napisać coś więcej.

Pomysł wyjazdu za granicę dojrzewał w mojej głowie od dłuższego czasu. Ciężko jest powiedzieć kiedy dokładnie się to stało. Jednak moje kilkukrotne wakacyjne wyjazdy do pracy do Wielkiej Brytanii skutecznie utwierdzały mnie w przekonaniu, że emigracja jest jedynym słusznym planem.

Dlaczego akurat Australia?
Z jednej strony mogę powiedzieć, że wybrałem ją zupełnie przypadkowo.
Jednak gdy się nad tym TERAZ zastanawiam, to nie ma w tym nic zaskakującego, gdyż zawsze mnie fascynowała!

Ale zacznijmy od początku…

Pierwszy plan wyjazdu pojawił się już na początku studiów (pierwszy lub drugi rok). Zacząłem się zastanawiać nad tym by magisterkę skończyć już za granicą. Australia była bardzo kuszącą opcją. Mógłbym tam połączyć przyjemne z pożytecznym – niesamowita przygoda oraz wysoki poziom edukacji. Jednak koszty takiego wyjazdu były zaporowe. Ostatecznie zadowoliłem się podjęciem drugiego kierunku studiów i zapomniałem o planach wyjazdowych…
Temat powrócił na czwartym roku, gdy zacząłem rozważać program podwójnego dyplomowania w Szwecji na Blekinge Tekniska Högskola. Teoretycznie wydawało się to idealnym rozwiązaniem. Nie dość, że mogłem wyjechać i złapać trochę doświadczenia za granicą, to efektem tego byłyby dwa dyplomy!
Zacząłem nawet chodzić na specjalny kurs przygotowawczy we Wrocławiu. Nie chcę za bardzo przynudzać, więc napiszę krótko – formuła prowadzenia zajęć kompletnie mi nie pasowała, a była identyczna jak w Szwecji.
Koniec studiów zbliżał się nieubłaganie, a w mojej głowie kotłowały się coraz to nowsze pomysły.
Przez krótki okres czasu brałem nawet pod uwagę wyjazd do USA na wizę stażową, jednak gdy dowiedziałem się jak dużo jest z tym zachodu, to najnormalniej w świecie odpuściłem…

Kilka miesięcy przed obroną, zupełnie przypadkowo, znajomy przypomniał mi o programie wizowym „dla absolwentów Politechniki Wrocławskiej”. (Skilled Recognised Graduate visa – subclass 476) O programie tym już wcześniej słyszałem, jednak przypuszczałem, że stopień zawiłości wszystkich formalności będzie podobny jak w przypadku USA.
Kolega wyprowadził mnie z błędu i dał do zrozumienia, że wystarczy ukończyć studia i zdać egzamin z angielskiego.
Chwała mu za to! :) (pozdro Baran!)

O formalnościach nie będę póki co pisać, gdyż temu tematowi zamierzam przeznaczyć cały osobny wpis.

Jaki jest plan?
Ciężko powiedzieć dokładnie, gdyż będzie się on zapewne zmieniać z biegiem czasu.
27 lutego lecę do Sydney. Przed przylotem rezerwuję sobie nocleg na tydzień. Przez ten okres czasu zamierzam wynająć na miejscu pokój w godziwych warunkach i w możliwe normalnej lokalizacji.
Co potem?
Przede wszystkim będę chciał znaleźć pracę w zawodzie.
Nie wiem czy mi się to uda, a jeśli tak to ile czasu mi to zajmie.
Nie wiem również czy spodoba mi się samo życie w Australii.
Nie oszukujmy się, ale najlepiej jest wszędzie tam gdzie nas nie ma. Australia na pewno wygląda pięknie na pocztówkach i w filmach. Jednak tak samo dobrze prezentuje się Londyn, a z doświadczenia wiem, że nie jest tam aż tak kolorowo…
W takim razie czy jest coś czego jestem pewien?
Tak. Zrobię wszystko co możliwe by jak najlepiej wykorzystać daną mi szansę.
Do wyjazdu tego podchodzę z ogromnym respektem. Jednak jest to swojego rodzaju jedna wielka przygoda.
Nawet gdyby potem okazało się, że wyprawa była błędem, to pretensje będę mieć jedynie do samego siebie.

PS
W najbliższym tygodniu blog przejdzie kompletną metamorfozę. Mam nadzieję, że na lepsze i że nowy wygląd Was nie odstraszy ;)

Check Also

Gołębio-papugo-dzięcioł

Pierwszy i mam nadzieję ostatni film nagrywany „w pionie”…

4 komentarze

  1. you can do that… :)

  2. Polecam wszystkim zastanowić się nad tym zdaniem: „Nie oszukujmy się, ale najlepiej jest wszędzie tam gdzie nas nie ma.”. To zdanie ma również drugie dno, ponieważ ja za pierwszym razem myślałem, że chodzi ci o naszych kochanych rodaków – jest pięknie, gdy ich nie ma wokół nas. Czy to też nie jest prawdziwe?

    • Można też tak to zrozumieć. (chociaż nie o to mi chodziło)
      Wydaje mi się jednak, że oceniamy się zbyt surowo. Sam nie raz narzekałem na „Polaków kartoflaków”, którzy zdają się charakteryzować jedynie zawiścią i chamstwem. Ale czy rzeczywiście jest to gorsze od „angielskiej” fałszywości?
      Jak Polak nazywa Cię dupkiem, to uważa, że jesteś dupkiem.
      Gdy robi to Anglik, po chwili uśmiecha się i dodaje, że tylko żartował. Jednak nadal uważa, że jesteś dupkiem.
      W sumie nie obchodzi mnie co myślą o mnie inni. Jednak jak już ktoś wypowiada się na mój temat, to wolę wiedzieć co naprawdę myśli ;)
      Zresztą co ja Ci będę mówić, sam w Anglii byłeś i wiesz jak to wygląda. Odpowiedz sobie sam.

      A ja dalej będę cisnąc z „Polaków kartoflaków” :D

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *