Home » Australia » Bondi Beach

Bondi Beach

Jeśli zapytacie kogoś kto był w Sydney o plażę, to na 99% odpowie: Bondi Beach. Jest to chyba najsłynniejsza plaża w Sydney, a z całą pewnością najczęściej uznawana za „kultową”. Postanowiłem na własnej skórze przekonać się jak jest naprawdę.

Z jednej strony cieszę się, że moje przeczucie mnie nie zawiodło. Z drugiej zaś żałuję, że właśnie Bondi Beach wybrałem jako pierwszą do zobaczenia w Australii.
Plaża mi się nie podobała?
Nic z tych rzeczy. Plaża jest piękna! Prawie biały piasek, turkusowy ocean, ciepła i przejrzysta woda. Wydawać by się mogło, że nic więcej do szczęścia nie trzeba…

Atmosfera panująca na plaży wydaje się być iście „kalifornijska”. Mnóstwo młodych ludzi smaży się na ręcznikach. Większość z nich popija piwko i/lub pali jointa. W wodzie kilkunastu surferów czeka na desce na falę. Po drugiej stronie, w parku znajdującym się przy plaży, kilku nastolatków szaleje na rampie na deskorolkach i rolkach. Mija mnie sporo ludzi w koszulkach z pacyfą czy facjatą Che Guevary.
Wszystko wygląda fajnie, dopóki nie spojrzy się dokładniej na tych wszystkich ludzi. W moim odczuciu wszystko to jest bardzo sztuczne. Co drugi mijany przez mnie człowiek zdaje się być typem „Jestem tak alternatywny, że sram bursztynem”. Czułem się jak na jakimś zjeździe hipsterów.

Po opalaniu postanowiłem pójść na wzniesienie i trzasnąć kilka fotek całej plaży. Po drodze spotkałem COŚ czego miałem nadzieję nigdy nie zobaczyć. Powiem więcej, wydawało mi się to coś tak nierealnego, że nawet kiedyś dla żartu zdarzyło mi się o CZYMŚ TAKIM wspomnieć. Nie sądziłem, że to może być prawdziwe…
O czym mówię?
Młody surfer, Azjata (na moje oko to rysy twarzy miał typowo japońskie), stojący w piance z deską surfingową pod pachą. Ma spaloną na mahoń skórę. Patrzy sentymentalnie w kierunku oceanu, jednocześnie przeczesując dłonią swoje długie, rozczochrane, utlenione na biały blond włosy. Na szyi oczywiście wisi wielki ząb rekina, czy coś podobnego dającego +5 do lansu i zajebistości. Po poprawieniu fryzury wbiega w falę i rzuca się na taflę wody.
Widok ten był tak absurdalnie sztuczny, że już bardziej się po prostu nie da. A niech ten ząb rekina będzie plastikowy i niech wisi na różowym rzemyku. Kij z tym. Nie robi mi to już żadnej różnicy.
Stałem tak przez chwilę zamurowany, patrząc jak surfer oddala się od brzegu. Byłem w takim szoku, że nie zrobiłem mu nawet zdjęcia.

Dotarłem na wzniesienie. Zrobiłem kilka zdjęć, przeszedłem się po okolicy i wyjątkowo wcześnie poszedłem na autobus powrotny do centrum.

Bondi Beach to piękna plaża. Może i była to kiedyś niesamowita miejscówka spotkań młodych ludzi. Jednak dzisiaj jest to typowo turystyczne miejsce, gdzie ludzie przychodzą polansować się i walnąć sobie fotę „z deską na Bondi” .

Zaznaczam, że jest to tylko moja opinia. Nikogo nie winię, za to że mu się to miejsce podoba, bo ono może się podobać! Ma w sobie „to coś”!
Po prostu osobiście wolę mniej zaludnione plaże, nieskażone tym całym hipsterstwem, pozerstwem, betonem i plastikiem…

 

Check Also

Gołębio-papugo-dzięcioł

Pierwszy i mam nadzieję ostatni film nagrywany „w pionie”…

One comment

  1. Cóż, Bondi ma jedną, niepodważalną zaletę… jest b l i s k o :) szybki dojazd już niejednokrotnie wygrał z naszą chęcią mniejszej hipsteriady ale dla pracującego studenta life is brutal :) dobre podsumowanie Bondi. Pewnie dziś też tam skoczmy heh

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *